środa, 29 sierpnia 2012

Nieprzyjemny bubel od Synergena

Dzisiaj krótka recenzja maseczki antybakteryjnej Synergen Anti-pickel Maske, którą można kupić w drogeriach Rossmann. Generalnie nie mam zbyt wielkiego zaufania do tej marki, ale z racji, że moją skórę mało co rusza (w sensie - rzadko zdarza się cokolwiek, co mogłoby podrażnić lub działać komedogennie) postanowiłam, przy okazji jakiejś tam promocji, przetestować tę maseczkę.
[fotka z internetu]

Zazwyczaj nie mam bardzo dużych problemów z pryszczami czy innymi niespodziankami, ale raz w miesiącu, kiedy czuję jakieś zawirowania hormonalne, moja twarz bardziej się przetłuszcza i czasem coś wyskoczy. Wtedy właśnie stosuję rozmaite maseczki i toniki antybakteryjne, żeby temu zapobiec. Czy tym razem się udało? O tym dalej. Na początek co o maseczce napisał producent:

Synergen maseczka przeciwtrądzikowa głęboko oczyszcza pory skórne i zapobiega zanieczyszczeniom skóry. Bisabolol łagodzi podrażnienia skóry. Etanol działa odświeżająco i orzeźwiająco. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie.

Zacznijmy od początku. Maseczka ma konsystencję, która pozwala dobrze ją rozprowadzić. Podzielona jest na dwie "porcje" po 8ml i muszę powiedzieć, że taka ilość jest stanowczo zbyt duża jak na pojedynczą aplikację ale jakoś sobie poradziłam. Zapach - chemiczny, ale da się wytrzymać. Zapowiadało się więc całkiem nieźle, ale niestety - producent zaleca trzymać ją na twarzy 15 minut, ja jednak wytrzymałam niecałe 10. Twarz zaczęła mnie niemiłosiernie szczypać! Maseczka na szczęście zmyła się szybko, lecz moja twarz popamiętała ją na dłużej - zaczerwienienie i lekkie pieczenie utrzymało się do następnego dnia! Biorąc pod uwagę fakt, że - tak jak pisałam wyżej - moja cera nie ma żadnych skłonności do nadwrażliwości (wręcz przeciwnie), więc to co się działo świadczy, że na ten kosmetyk naprawdę trzeba uważać. Nie zauważyłam działania oczyszczającego, choć twarz była wygładzona - nie zmienia to jednak faktu, że z pewnością nie kupię więcej tej maseczki. Tak w ogóle, to rozbawił mnie w opisie producenta ten orzeźwiający etanol... No, pewnie niektórych orzeźwia, zwlaszcza podany doustnie ;D w kosmetykach zaś to głównie przesusza mi skórę i czasem piecze w oczy. Ta maseczka zraziła mnie do firmy Synergen już do reszty...

Dane techniczne
Pojemność: 2x8ml
Cena: 1,99zł
Skład: Aqua, Kaolin, Cetearyl Alcohol, Alcohol Denat., Propylene Glycol, Glycine Soja Oil, Cetearyl Glucoside, Bisabolol, Allatonin, Rubus Fruticosus Leaf Extract, Panthenol, Melaleuca Alternifolia Oil, Salicylic Acid, Quercus Robur Extract, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Xanthan Gum, Megnesium Aluminium Silicate, Sodium Cetearyl Sulfate, Alcohol, Tetrasodium Pyrophosphate, Carrylic/Capric Triglyceride, Pantolactone, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Potassium Sorbate, Cl 19140, Cl 42090, Cl 77891.

***

A teraz coś z zupełnie innej beczki... choć podobnie jak recenzja, utrzymane w niezbyt pozytywnym tonie. Po moim blogu z łatwością można zauważyć, że lubię wszelakie konkursy. To nie jest tak, że siedzę całymi dniami i je wyszukuję, ale raz na jakiś czas mnie "najdzie" i siedzę sobie wieczorem klikając tu i tam. Już od dziecka miałam szczęście, i choć nigdy nie wygrałam żadnej wartościowej nagrody (no, chyba że liczyć olbrzymi walkman firmy PANASONIX - tak, to nie literówka :D - wygrany w krzyżówce. Był genialny - wchodziły do niego 4 baterie paluszki, nie miał opcji przewijania i niesamowicie się nagrzewał ;D) to zawsze sprawiają mi dużą frajdę. Lubię rozdania blogowe - sama niebawem ogłoszę swoje - oraz konkursy na różnych portalach, w których można wygrać kosmetyki lub książki. Zazwyczaj wszystko jest ok, ale... Wygrałam ostatnio dwukrotnie (raz w czerwcu i raz w lipcu) w konkursach na stronie Kobieta20.pl, obie nagrody były książkowe  no i... do dziś dnia nie otrzymałam żadnej z nich. Jasne, w regulaminie jasno stoi, że wysyłają przesyłką nierejestrowaną i nie biorą odpowiedzialności za pocztę, ale wydało mi się to lekko podejrzane - dwie przesyłki, od tego samego portalu, i żadna nie dochodzi do adresata? W tym samym czasie inne jakoś doszły (również takie wysłane zwykłymi listami). Wyjątkowy zbieg okoliczności? Napisałam do redakcji portalu, lecz w odpowiedzi otrzymałam tylko info, że obie przesyłki zostały wysłane. Cóż... Nawet jeśli to zbieg okoliczności, w który nie chce mi się jakoś wierzyć, to jednak jest niemiła sytuacja.

Żeby nie kończyć jednak tak nieprzyjemnym akcentem to muszę napisać, że świetnie mi w tym miesiącu idzie ze zużyciami - na mojej półce w łazience znacznie się zluzowało i jestem z siebie dumna - kilka kosmetyków ledwie uniknęło przedatowania, jednak udało mi się je zużyć w prawidłowym terminie. Sierpniowe denko będzie ogroooomne! :)

Tak przy okazji, ponieważ - jak wspomniałam - powoli szykuję rozdanie. Jakie kosmetyki najchętniej widzicie w konkursach? Albo jakie książki? A może jeszcze coś zupełnie innego? Wszystkie pomysły mile widziane :)

środa, 22 sierpnia 2012

Przegląd poczty [7]: Czarna koperta

 Wczoraj zawitała do mnie tajemnicza przesyłka. Nie byłam pewna, cóż w niej się znajduje, ponieważ czekam aktualnie na kilka paczek - głównie wymiankowych. Moją ciekawość podsycał również fakt, że zawartość zabezpieczona była aż trzema (!) bąbelkowymi kopertami. Co było w środku? 


Okazało się, że ta elegancka przesyłka pochodzi od autorki poświęconego niszowym perfumom bloga Sabbath of Senses! Miałam szczęście wygrać tam jedno z rozdań, w którym nagrodą był zestaw próbek wyjątkowych perfum (ufundowany przez perfumerię Szmaragd i Diament). Na przetestowanie czekają:







Sama nie wiem, za co się zabrać jako pierwsze, wiem jednak, że najbliższe dni pod względem perfum będą bardzo interesujące. To dopiero moje początki z niszowymi zapachami i taka przesyłka to dla mnie prawdziwy skarb :) Jeżeli interesujecie się nietypowymi pachnidłami, zapraszam gorąco na bloga Sabbath! Polecam go nawet osobom, którym obca jest ta tematyka - w opisach Sabbath można się zakochać... i czytać je dla samej przyjemności czytania :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Recenzja: Nivea Fresh Natural roll-on

Dzisiaj opiszę jeden z kosmetyków, które aktualnie "zużywam" w ramach akcji denko a będzie to antyperspirant w kulce Nivea Fresh Natural.

Co mówi o nim producent?
Nivea Deo Fresh Roll-on zapewnia długotrwałą świeżość, delikatną pielęgnację i skuteczną ochronę. Nie zawiera alkoholu. Nowa formuła - bezbarwna, krystalicznie czysta mikro-emulsja zawiera mikroskopijne kropelki lipidów, zapewnia 48-godzinną świeżość.

A co mówię ja? ;)

Zazwyczaj nie używam tego typu antyperspirantów, ze względu po pierwsze na niezadowalającą skuteczność a po drugie na fakt brudzenia przez nie ubrań. Ten znalazł się u mnie przypadkiem - był w zestawie z kremem do rąk (już go skończyłam - totalna porażka), balsamem (w kolejce do denka ;) i chyba jeszcze płynem do kąpieli. Kosmetyki firmy Nivea raczej lubię (zwłaszcza płyny do kąpieli, które ślicznie pachna, albo legendarny granatowy krem :) więc postanowiłam wypróbować ten antyperspirant, mimo tak nielubianej przeze mnie formy roll-onu. I co o nim myślę? Przede wszystkim - nie brudzi ubrań. To jego zdecydowana zaleta, a czasem "z rozpędu" zdarzało mi się go nałożyć całkiem sporo - koszulki były bezpieczne :) Po nałożeniu szybko wchłania się w skórę (zasycha?) i pachy są suche. Pachnie przyjemnie, dla mnie to dosyć neutralny zapach, nie przeszkadza mi i nie kłóci się z perfumami. Jeżeli zaś chodzi o działanie, to równiez jestem mile zaskoczona - do tej pory ta forma antyperspirantu słabo się u mnie sprawdzała, jednak ta Nivea dobrze robi swoją robotę ;) Nie sprawdzałam co prawda, czy faktycznie wytrzymuje 48 godzin, ani też nie używałam jej w bardziej wymagających warunkach - typu jakieś intensywne uprawianie sportu na przykład - ale tak na codzień sprawdza się super. Nie podrażnia, nadaje się również na skórę pach tuż po depilacji. Opakowanie jest szklane, estetyczne, wygodne podczas aplikacji. Generalnie polecam - kosmetyk spełnia swoje zadanie :)

Pojemność: 50ml
Cena: ok. 9zł
Czy kupię ponownie: całkiem możliwe :)

Lubię różnorodność, więc pewnie nie kupię dokładnie tego samego antyperspirantu w najbliższym czasie, ale może jakiś inny roll-on Nivea - znacie? Inne serie też są godne uwagi?

sobota, 11 sierpnia 2012

Przegląd poczty [6]: Wyprzedaż w TOŁPIE + wygrana

Ucieszyłam się dzisiaj, widząc w skrzynce informację o wyprzedaży w sklepie Tołpy. Promocje (do 70%) są naprawdę interesujące i zastanawiałam się, czy nie zaopatrzyć się w parę specyfików, na które poluję od dłuższego czasu. Ostatnio sytuacja zmusza mnie do oszczędzania, więc taka okazja by zakupić wreszcie kosmetyki których kiedyś używałam i bardzo lubiłam jest niesamowicie kusząca. No same zobaczcie:


Już mi się wydawało, że to zbyt piękne by było mozliwe, no ale... był haczyk. Gdy chciałam sfinalizować zamówienie okazało się to niemożliwe i wyświetlił mi się następujący komunikat:


No i zonk, zakupów sobie nie zrobię. Rozumiem, że to sklep internetowy i mogą sobie wymyślić reguły, jakie im się podobają, ale wydało mi się to trochę dziwne. Skoro i tak płacę za przesyłkę, niezaleznie czy kupię za 50 czy za 80, to co im szkodzi? Ech, no i pozostało mi obejść się smakiem. Tak czy inaczej zachęcam do zajrzenia na stronę, niektóre ceny są naprawdę dobre - rzadko się takie obniżki w Tołpie zdarzają! (No chyba, że któraś Krakowianka ma ochotę zrobić zakupy, to ja bardzo chętnie się podepnę z moimi do wspólnej wysyłki :)

A z innej beczki, ciąg dalszy nadrabiania zaległości pocztowych (wciąż trochę jeszcze mam do opisania i obfotografowania, między innymi cudowne bransoletki od autorki bloga Koraliki Moniki! Czekam na moment, aż będę mogła zrobić im ładne zdjęcie :) Tym razem nagroda, którą wygrałam w konkursie Panasonic. Koszulka związana z Olimpiadą :) 


A z innej beczki, to zaplanowałam sobie na dziś ognisko i grilla z gromadą przyjaciół... a tu od rana ponuro i leje. Jakiś podły ten sierpień jest. Witam nowe obserwatorki, fajnie widzieć, że powolutku Was przybywa :)))

wtorek, 7 sierpnia 2012

Zaległe DENKO - Lipiec 2012

Niniejszym rozpoczynam moją pierwszą prawdziwą notkę "denkową". Zmobilizowałam się (w dużej mierze dzięki blogom :) by zacząć systematycznie zużywać to, co mi zalega na półce. Nie lubię mieć zbyt dużej ilości otwartych kosmetyków, zawsze wtedy istnieje ryzyko że o czymś zapomnę, coś mi się przedatuje i zmarnuje. Poza tym ćwiczę systematyczność! Choć nie ma tego wiele (a Wasze denka wyglądają naprawdę imponująco!), z dumą prezentuję to, co udało mi się zdziałać w lipcu:

ADIDAS, Fresh escape, żel pod prysznic, 200ml - żel jak żel, bardzo ładnie pachnie, myje ok, ale za tę cenę można sobie darować. Dostałam go w komplecie z perfumami z tej samej linii zapachowej, i raczej nie kupię ponownie, chyba że w jakiejś bardzo fajnej promocji.

LIRENE, Dermoprogram, żel+oliwka pod prysznic, 250ml - fajnie myje, nie wysusza, nawilża i przede wszystkim cudownie pachnie! Wkrótce postaram się dodać recenzję. Kupię ponownie.

Wellness&Beauty, Orange&Granatapfel, peeling myjący, 250ml - pisałam o nim niedawno w recenzji - tutaj. Nigdy więcej nie kupię!

ZIAJA, Blubel, mydło pod prysznic jabłko agrest, 500ml - przyjemny produkt w przyjemnej cenie. Mydło dobrze myje, ładnie pachnie (choć zapach nie zostaje zbyt długo na skórze) i nie wysusza. Bardzo lubię kosmetyki pod prysznic Ziai za ich niskie ceny :) To nie pierwsze zużyte przeze mnie opakowanie i z pewnością nie ostatnie. Kupię ponownie.
BIODERMA, Sensibio H2O, płyn micelarny, 100ml - legendarna "woda" :) działa cudownie na skórę, koi, nie podraznia, dobrze oczyszcza. Jest przede wszystkim kosmetykiem neutralnym dla mojej skóry, co w przypadku produktu oczyszczającego, którego używa się często, jest jak najbardziej pożądane. Nie mogę też pominąć tego genialnego dozownika, powstrzymującego przed wylaniem nadmiernej ilości płynu - czysta oszczędność :) Kupuję od lat i z pewnością kupię ponownie.
EXCLUSIVE, mleczko kosmetyczne, 30ml - kupiłam je, ponieważ potrzebowalam miniaturki na wyjazd, okazało się niezbyt dobre w zmywaniu makijażu, więc przeleżało na półce w łazience trochę czasu. A już zmywanie filtrów za jego pomocą to był prawdziwy horror! Żeby cokolwiek dobrze zrobić, trzeba było i tak sowicie poprawiać po nim micelem, co jak dla mnie dyskwalifikuje to mleczko na zawsze. Nie kupię już

VICHY, Purete thermale, mleczko 3w1, 30ml - twarz po nim jest nieco oleista, nie wysusza, nie podrażnia. Ale co z tego, skoro... słabo zmywa makijaż (a do tego przecież jest!). Kiedyś kupiłam pełnowymiarowe opakowanie, teraz używam tylko gdy dostanę minitubkę jako gratis do aptecznych zakupów (zdarza się to mimo wszystko dosyć często). Nie kupię, chyba, że dostanę :)

VICHY, Purete thermale, płyn, 30ml - całkiem niezły płyn, nie podrażnia, dobrze zmywa... ale są tańsze i równie dobre. Raczej nie kupię. 

VERONA, Spa&Wellness, laser effect antycellulite 4D, 200ml - cudownie pachnie, a jego zapach bardzo długo utrzymuje się na ciele. Już choćby z tego powodu mogę stwierdzić śmiało, że kupię go znowu! Wkrótce postaram się napisać obszerniejszą recenzję tego kosmetyku :)

Tak... tego dnia miałam wyjątkową wenę, jeśli chodzi o kadry ;))

EVELINE, Just epil, Krem do depilacji nóg, 125ml - skuteczny, szybki, nie podrażnia i co zwróciło moją uwagę - nie ma tak paskudnego zapachu jak większość tych kremów. Nie wiem, jak to zrobili, ale jest znacznie bardziej znośny :) Kupuję i będę kupować nadal.


SORAYA, Artcell, maseczka wygładzająca - mikrodermabrazja - maseczka o raczej rzadkiej konsystencji i przyjemnym, choć bardzo delikatnym zapachu. Skóra po użyciu robi się bardziej gładka i miła w dotyku, a także całkiem nieźle nawilżona. Ogólnie wrażenia pozytywne. Być może kupię ponownie.

AA Efekt matujący, Maseczka normalizująco-regenerująca, 6ml - ciekawa maseczka z ciekawym składem - brak parabenów i tym podobnych niemiłych dodatków. Zabieram się do napisania dokładnej recenzji. Raczej kupię ponownie, zwłaszcza jeżeli znów będzie w promocji :) 

AA Ultra odżywianie, maseczka witalizująca, 5mlprzyjemna aplikacja, maseczki jest bardzo duzo w jednej "porcji". Skóra po niej jest miękka, gładka, nawilżona i odżywiona - również na drugi dzień, rewelacja! Kupię.

BIELENDA, Aloes, serum łagodzące + kompres, 10g - dobrze nawilża, relaksuje skórę. Mam całą "zgrzewkę" tych maseczek, więc przetestuję porządnie i wtedy napiszę, czy są jakieś długofalowe efekty :) Na razie mam zapas, czy kupię gdy się skończy? Jeszcze nie wiem.   

EVELINE, maseczka głęboko oczyszczająca fast-mat, 10ml - w opakowaniu jest jej bardzo dużo, nawet więcej, niż potrzeba. Bardzo dobrze się rozprowadza. Zapach ma trochę dziwny (to pewnie przez glinkę), ale spokojnie da się wytrzymać. Najważniejsze, że po użyciu faktycznie da się odczuć efekt oczyszczenia, a twarz na dłuższy czas pozostaje matowa. Kupię ponownie.

SYNERGEN, Anti-pickel maske, maseczka antybakteryjna, 8ml  - tragedia! Trzymać się z daleka! Szczypie, podrażnia i twarz po niej nawet na drugi dzień jest zaczerwieniona. A muszę dodać, że u mnie mało co wywołuje aż takie reakcje... Napiszę więcej na jej temat wkrótce. Nie kupię już nigdy!
Próbki
  • AGROPHARM, Aronia - kuracja nocna, 2ml x 5 - bardzo gęsta konsystencja, zapach słabo wyczuwalny, jest dosyć ciężki i twarz po nim świeci się niesamowicie - nadaje się więc zgodnie z przeznaczeniem wyłącznie na noc, albo... jako maseczka raz na parę dni. I w takim właśnie celu być może kupię wersję pełnowymiarową :)
  • NATURALIS, Krem wiesiołkowy, 2ml x 2 (bardzo ładny zapach, konsystencja raczej lejąca)
  • ORIFLAME, Aqua-rhythm, day cream + eye contour cream - konsystencja idealna jak na krem na dzień dla mnie, bardzo lekka, niestety twarz po nim jest strasznie lepka, czego nie znoszę, a na dodatek krem pod oczy powoduje ich łzawienie... próbki nie zachęciły mnie więc do kupna wersji pełnowymiarowej.
  • OLAY, Total effects 7, krem na noc, 2ml - dość ciężki (jak to kremy na noc), twarz po nim się lepi, raczej mnie nie zachęcił do kupna.
  • AVON, Solutions, beautofil hydration day SPF15 -przyjemny zapach, konsystencja też, łatwy w aplikacji - zakup dużego opakowania warto rozważyć.

Uff, to by było na tyle :) W najbliższym czasie napiszę kilka nowych recenzji, między innymi właśnie tych rzeczy, które mi się w lipcu udało zdenkować. Znacie te produkty? Co o nich myślicie? 

czwartek, 2 sierpnia 2012

Malutkie zakupy


Chyba znalazłam nowego ulubieńca :) Przedstawiam państwu Peeling wygładzający z ekstraktem z bzu (Joanna, seria: Z apteczki babuni). Łaziłam po tych sklepach i łaziłam, aż wreszcie w mojej ulubionej drogerii Firlit znalazłam to cudo. Skusiło mnie parę czynników - dosyć korzystny stosunek ceny do pojemności, zapach (uwielbiam bez, tak samo jak na przykład konwalie - a kosmetyki o tych zapachach należą do nielicznych) oraz fakt, że tej serii jeszcze nie miałam okazji testować.

Pierwsze wrażenia - pachnie po prostu obłędnie! Do tego ten zapach utrzymuje się na ciele dosyć długo, co dla mnie jest dużą zaletą kosmetyku. Porządnie ściera, łatwo się zmywa - czegóż chcieć więcej? 

Cena: 12,99zł
Waga: 300g

A na koniec... koty ponownie :)





środa, 1 sierpnia 2012

Przeczytane w lipcu

Odkąd pamiętam, miałam w zwyczaju czytać hurtowe ilości książek... Codziennie wieczorem (to był taki mój rytuał) kładłam kilka z nich na stoliku przy łóżku i znikałam na dobrych parę godzin - tylko sen potrafił mnie oderwać od pasjonującej lektury. Teraz trochę się to zmieniło - brak czasu, nieco inny tryb życia... czytam dużo mniej i trochę się od tego odzwyczaiłam. Mam więc ambitny plan, by wrócić do starych nawyków i zwiększyć ilość przeczytanych każdego miesiąca stron :) Postanowiłam sobie, że regularnie będę robić takie małe podsumowanie. Niestety, nie umiem za bardzo pisać recenzji, więc będzie dosyć krótko.

Stosik lipcowy

Saga Zmierzch
Nie, nie należę do grona fanek filmowego Zmierzchu, które mdleją na widok bladolicego Edwarda (tudzież nie mniej bladego Patinsona). Wręcz przeciwnie - film niezbyt mnie zachwycił a Edzio zdecydowanie nie jest w moim typie ;) Nie przepadam również ani za romansami, ani specjalnie za opowieściami o wampirach - mimo, że fantastykę i fantasy bardzo lubię. Czasami mam jednak ochotę sięgnąć po książkę, którą w normalnych warunkach wcale bym się nie zainteresowała, stwierdziłam więc, że sagę przeczytam - choćby i dlatego, by wyrobić sobie na jej temat zdanie. Tliła się we mnie również maleńka iskierka nadziei, że książka okaże się lepsza niż film. 

Czy tak się stało? A i owszem. Arcydziełem tego nazwać nie mogę, ale da się czytać. Pomijając pierwszy tom, w którym roi się od stwierdzeń typu boskie usta Edwarda (i to bynajmniej nie w kontekście humorystycznym) historię o wampirach udało mi się przetrwać w miarę bezboleśnie. Ot, proste, lekkie czytadło, ale przecież i takie czasem są potrzebne. Co zwróciło moją uwagę - w każdym z tomów akcja rozkręcała się dłuuugo, niemal przez początkowe 2/3 książki, by pod koniec gwałtownie przyspieszyć.

(Wciąż jeszcze czytam ostatni tom, Przed świtem - nie zdążyłam w lipcu więc nie wliczam go do lipcowych statystyk i nie ma go na zdjęciu).

Kot nie jest zainteresowany...

Śpiąca królewna... alternatywnie
Prawdę powiedziawszy jedynym powodem, dla którego zainteresowałam się Przebudzeniem śpiącej królewny była autorka - czytałam kilka książek Annie Rice i zwykle znajdowałam w nich coś dla siebie, pomyślalam więc, że tak będzie i tym razem. Jakże się myliłam! Ta książka to od początku do końca zwyczajne porno. Chcę wyrazić się jasno - sceny seksu, nawet najbardziej dosadne i realistycznie opisane ani trochę mi nie przeszkadzają ani mnie nie odrzucają. Ale książka, której treścią są niemal wyłącznie opisy wszelakich sytuacji erotycznych i nie ma poza tym absolutnie nic więcej, to dla mnie nieporozumienie. Zdarzało mi się czytać historie, w których erotyka grała główną rolę (Markiz de Sade czy Historia O), ale mimo to była tam jakaś fabuła, sens, logiczny początek i koniec. Tymczasem w przypadku Przebudzenia..., gdy już przebrniemy przez opisy absolutnie wszystkiego w absolutnie każdym możliwym wariancie książka po prostu się... kończy. W międzyczasie jest również bardzo dużo powtórzeń i opisywania w kółko tego samego - aż się człowiek zaczyna zastanawiać ileż można? Szczerze mówiąc, dotrwałam do końca tylko z dwóch powodów - była to jedyna książka, którą wzięłam ze sobą na tygodniowy wyjazd (byłam przekonana, że w ogóle nie będę mieć czasu na czytanie), a kiedy już przebrnęłam przez pierwsze paredziesiąt stron - czytałam dalej, licząc, że coś się wydarzy, że to wszystko ma jakiś sens. Niestety, nie miało... Nie dziwię się, że autorka wydała to coś pod pseudonimem (A.N. Roquelaure), nie rozumiem jednocześnie, dlaczego zdecydowała się do tej książki jednak przyznać.


Podsumowanie LIPCA
Ilość przeczytanych książek: 4 (plus jedna, którą wciąż czytam)
Ilość przeczytanych stron: 1705
Lista tytułów: 
  1. Przebudzenie śpiącej królewny, Annie Rice (Zysk i S-ka, 2001)
  2. Zmierzch, Stephenie Meyer (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009)
  3. Księżyc w nowiu, Stephenie Meyer (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009)
  4. Zaćmienie, Stephenie Meyer (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009)


Na tym kończę moją pierwszą książkową notkę. Będę takie wrzucać tutaj co jakiś czas :)
Czytałyście którąś z wymienionych przeze mnie pozycji?